Ponieważ Panorama minęła już Przylądek Północny, warto przypomnieć sobie, jak należy się zachowywać na Svalbardzie. Reguły narzucone przez Naturę, Guwernatora i zdrowy rozsądek nie służą tylko wizerunkowi odwiedzających, ale przede wszystkim bezpieczeństwu, zarówno ludzi, jak i przyrody nie skażonej postępem cywilizacji. Wiele z tych wskazówek przyda się wszystkim polarnikom. Niektóre z nich są oczywiste, ale powody ich przestrzegania już niekoniecznie.
Wody, po których będziemy żeglować kryją, poza górami lodowymi i smokami, także inne niespodzianki. Raptowne wahania głębokości nie tylko utrudniają rzucenie kotwicy. Stanowią poważne ryzyko odkrycia nowej podwodnej przeszkody nawigacyjnej w postaci skał, które ustępują z drogi równie niechętnie, jak latarnie morskie. W dodatku nie prowadzą obserwacji otaczających je wód.
Oprócz dzielnych żeglarzy i oczywiście luksusowych wycieczkowców, na svalbardzkich wodach spotkać można sosny syberyjskie. Nie, nie rosną tam. Czekają na niefrasobliwych żeglarzy, ukryte tuż pod powierzchnią wody. Ważą wiele ton i mają ograniczoną zdolność manewrową, dlatego lepiej je omijać, a wcześniej w porę zauważyć, co nie jest łatwe.
Sama woda też może zaskoczyć. Duże pływy i silne prądy to obowiązkowi towarzysze rejsu. Dodatkowo mogą występować bystrza spowodowane przez górskie strumienie lub wodę spływającą z lodowców. Oprócz tego, że same w sobie mogą stanowić zagrożenie, bywają sygnałem o wypłyceniu lub innym niebezpieczeństwie.
Pora wyjść na ląd. Znakomita większość archipelagu jest objęta nakazem meldowania każdego kroku Guwernatorowi. W szczególnych przypadkach może on odmówić zgody na eksplorację. Nam nie odmówił, a jedynie życzył powodzenia. Przyda nam się, ponieważ wędrówka poza nielicznymi i niewielkimi osadami ludzkimi różni się od spaceru po Krupówkach w ciepły, lipcowy dzień.
O tym, dlaczego nie należy śmiecić, wie chyba każdy z nas. Wszystkie powody na Svalbardzie pozostają aktualne, ale dochodzą też nowe. Parafrazując znane powiedzenie, można napisać, że za odpadem niedźwiedź śladem. Paradoksalnie, nasz brak kultury i rozsądku może zaskutkować zaproszeniem na obiad od tego największego lądowego drapieżnika. Jeśli mamy szczęście, a właściwie bardzo dużo szczęścia, przed niedźwiedziem naszymi śmieciami zainteresuje się mniejsze zwierzę. Lis może się udławić papierkiem, a renifer zaplątać w linę pozostawioną na miejscu obozowiska. Ponadto, plastik, który rozkłada się setki lat, w warunkach arktycznych rozkłada się o wiele więcej setek lat. Zimno konserwuje.
Po Svalbardzie należy poruszać się w grupach, uzbrojonych w oczy dookoła głowy, broń palną i pieśń na ustach. Podstawowym zagrożeniem są niedźwiedzie, których lepiej bać się z daleka. Hałas pomaga im odwzajemnić ten strach. Aby utrzymać dystans, należy prowadzić stałą obserwację terenu dookoła. Ułatwiają to drzewa, których wysokość dorównuje grubości podeszwy buta, a utrudniają załamania terenu. Gdy szczęśliwie zaobserwujemy niedźwiadka z daleka, rozsądek i Guwernator nakazują nie wchodzić mu w drogę. Zwłaszcza, jeśli wygląda (niedźwiedź, nie Guwernator) on na zaniedbanego lub obdarzonego potomstwem. To ostatnie można poznać po towarzyszących mu mniejszych niedźwiadkach.

Gdy na zejście z drogi jest za późno, jeszcze nie wszystko stracone. Ludzkie mięso ponoć nie jest ani smaczne, ani pożywne, dlatego misie schodzą z kursu dużo chętniej niż latarnie morskie i sosny syberyjskie. Często wystarczy nieudolne wykonanie szanty, względnie postraszenie drapieżnika rakietą sygnalizacyjną, w ostateczności strzałem ostrzegawczym z broni palnej.Należy przy tym mieć na uwadze, że rykoszet tuż przed zwierzem może go zranić (gniew Guwernatora murowany), a tuż za nim zmotytować do szarży w naszym kierunku. Gdy już wiadomo, że „albo on, albo ja”, pozostaje strzelać, aby zabić. Pudło, ale także headshot znaczy „on”, trafienie w trójkąt o boku 30 cm na klatce piersiowej – „ja”, a strzał z odległości większej od 30 metrów – Guwernator. Gdy wygramy pojedynek, należy natychmiast zadzwonić po ekipę, która przyleci śmigłowcem, dokładnie zbada okoliczności zajścia i zabierze nieboszczyka na miejsce wiecznego spoczynku, którym często jest muzeum. Nie wiadomo, czy niedźwiedź ma obowiązek poinformować Guwernatora o każdym zjedzonym turyście.
Jednym z podstawowych atutów terenów arktycznych jest ich dzikość i niedostępność. Miejsc, gdzie nie można kupić waty cukrowej i „wydziarać się” henną jest coraz mniej, dlatego wypada być wdzięcznym naszym poprzednikom, że zostawili nam Svalbard w stanie, w jakim i my powinniśmy zostawić go następnym pokoleniom.
Adam Lenartowski