Zdjęcia: Paweł Wawrzyniak
Montaż: Szymon Wereszczyński
Muzyka: Ben Howard

« 1 z 14 »

RELACJE Z REJSU:

„Szczecin od zawsze był domem dla naszych jachtów morskich, stąd ruszaliśmy na
wyprawy w najdalsze zakątki świata. Niemniej rejon Zalewu Szczecińskiego, tym
razem jako cel rejsu, był dla nas czymś nowym, a dla kilku z nas okazją do
przywołania wspomnień sprzed dekad. Tygodniowy pobyt pozwolił tylko na pierwszy
kontakt z urokami tego miejsca, choć staraliśmy się zobaczyć jak najwięcej i za
każdym cyplem odkrywaliśmy coś nowego. Jest wiele powodów, żeby powracać tu
częściej lub pływać dłużej – ciekawa linia brzegowa, liczne atrakcje na lądzie i
wodzie oraz rozwijająca się infrastruktura to tylko niektóre z nich. Najlepiej
wspominamy nocne życie Świnoujścia i panoramę Szczecina widzianą z pokładu, a
także mały ruch na wodzie.”

Adam Lenartowski

Rejs był pomyślany jako swobodne, niespieszne żeglowanie, bez walki z żywiołem, ze zwiedzaniem po drodze ciekawych miejsc-taki Fundusz Wczasów Pracowniczych na wodzie. Trasa była określona tylko w ogólnych zarysach-opłynięcie Wyspy Uznam i mogła być modyfikowana w zależności od chęci uczestników i pogody.

Wyczarterowaliśmy 4 jachty, oprócz tego towarzyszyło nam dwóch kolegów na swoich jachtach, czyli rejsie wzięło udział 6 jednostek pływających.

Sobota Rano zameldowaliśmy się w marinie na południowym krańcu Jeziora Dąbie, gdzie wynajęliśmy jachty, zatankowaliśmy wodę i paliwo oraz zrobiliśmy zakupy. Przy okazji zwiedziliśmy piękne miasto Szczecin. Wieczorem przy ognisku oficjalnie rozpoczęliśmy rejs.

Niedziela Wypłynęliśmy rano. Zgodnie z ogólnym założeniem rejsu nie narzucaliśmy sztywnych godzin i trasy pływania. Dlatego część ambitniejszej flotylli dopłynęła do Ueckermunde, a druga część bardziej zrelaksowana do Nowego Warpna.

Poniedziałek. Pogoda była zmienna z przeważajacym korzystnym wiatrem ze wschodu. W tym dniu pozostałe jachty pokonały dzielnie dawną granicę Polsko – NRD-owską. Kiedy byliśmy najweselszym barakiem w obozie państw Układu Warszawskiego, to przy granicy na Zalewie zawsze czuwał niemiecki ścigacz. Obecnie granicę pokonuje się niezauważalnie. Spotkaliśmy się przy moście w Wolgast. Poczekaliśmy na otwarcie tego mostu i zacumowaliśmy tam na noc.

Wtorek Po zwiedzeniu Wołogoszczy (Wolgast) popłynęliśmy w kierunku Peenemunde. Krajobraz typowo mazurski z małymi przystaniami i zalesionymi brzegami. Po południu zacumowaliśmy w dużej marinie Kroslin, a potem udaliśmy się na zwiedzanie muzeum w Peenemunde. Dla każdego, kto interesuje się kosmonautyką jest to pierwowzór wyrzutni rakiet amerykańskiej NASA. To stąd w czasach II wojny światowej startowały pierwsze rakiety V2 na paliwo płynne, a główny konstruktor V2 Werner von Braun na bazie V2 skonstruował później słynną rakietę Saturn VB, która umożliwiła lądowanie na księżycu. Dla każdego pasjonata możliwość „powąchania” silników rakietowych w muzeum była dużym przeżyciem. Szkoda, że w ramach atrakcji stojąca przed muzeum rakieta V2 nie uniosła się do góry. Część lasów wokół Peenemunde do dzisiaj jest ogrodzona drutem kolczastym i dalej jest zakaz wstępu z powodu nieusuniętych pozostałości po próbnych rakietach i bombach.

Środa Część jachtów popłynęła morzem do Świnoujścia zwiedzając po drodze wyspę Ruden, a druga bardziej ambitna grupa do Dziwnowa. Wyspy mają zawsze swoją specyficzną odrębność od stałego lądu, a szczególnie Ruden ma długą i ciekawą historię. Wcześniej zawijało do niej dużo statków przed wpłynięciem do Szczecina. W czasie II wojny światowej pełniła rolę poligonu doświadczalnego. Na wyspie mieszka bosman i jest też muzeum, które pokazuje historię tej wyspy. Trochę byliśmy zawiedzeni, ponieważ nie można było swobodnie poruszać się po wyspie, a jedynie po wyznaczonych szlakach. Wszystko jednak skompensowała egzotyka i nastrój wyspy.

Czwartek W Świnoujściu pełny standard FWP. Zwiedzanie plaży, kosze plażowe, mewy, wycieczka rowerowa, lody, smażona ryba, gofry, etc. etc. Ze Świnoujścia popłynęliśmy do Stepnicy i przećwiczyliśmy nocne podejście do słabo oświetlonego portu. Tu nastąpiło radosne, nocne spotkanie całej flotylli-grupy ambitnej, która opłynęła wyspę Wolin z grupą zrelaksowaną, która płynęła prosto ze Świnoujścia.

Piątek Wzięliśmy kurs na port wyjścia na jeziorze Dąbie. Grupa zrelaksowana popłynęła ambitniejszą okrężną trasą poprzez Szczecin, a grupa ambitna popłynęła grzecznie wprost do macierzystego portu. Tam się obie grupy spotkały bez strat w ludziach i sprzęcie.

Sobota Po tygodniu zmagań z wakacyjnym lenistwem i sprzyjającą pogodą zakończyliśmy rejs pod banderą Jacht Klubu Wrocław w luźnym nastroju Funduszu Wczasów Pracowniczych.

Tomasz Skomorowski